sobota, 17 października 2015

Poduszka



Wprawdzie robienie na drutach nie jest sezonowe , jednak u mnie tak bywa.
Związane to jest z posiadaniem ogrodu, który w pełni sezonu pochłania prawie cały mój czas wolny.
Wraz z nastaniem jesieni i chłodów mogę jednak w końcu zwolnić i wrócić do innych hobby czyli chociażby drutów :)
Tak więc kolejny sezon jesienno -zimowy mogę uznać za otwarty :) :) :)
Jednak zanim wróci mi "wena" może trochę potrwać.
I tak było właśnie w tym przypadku.
Zajrzałam w swoje włóczkowe zapasy i stwierdziłam,że chyba zrobię jesienną sukienkę w czerwonym kolorze.
Zrobiłam jej już prawie 2/3 i doszłam do wniosku, że to jednak nie to, o co mi chodziło.
Sprułam ją (co zdarza mi się niezmiernie rzadko) i zaczęłam coś nowego, chociaż nadal tak na prawdę nie wiedziałam co chcę zrobić.
Zaczęłam robić prostokąt, który równie dobrze mógł być swetrem, szalem, a mógł i skończyć jako coś zupełnie innego.
I tak też się stało,że w efekcie końcowym powstała poduszka.
Tak wiem, że to żadna wielka rzecz i wzniosły projekt, ale od czegoś sezon trzeba zacząć :)







 

sobota, 10 października 2015

Sałatka z zielonych pomidorów


Niespodziewanie po prawie letnich temperaturach zrobiło się wręcz mroźnie i niestety nie wszystko zdążyło dojrzeć.
Mam akurat na myśli pomidory, które rosły sobie w słoneczku na grządce mojej Koleżanki i niestety do czerwoności było im daleko.
Jednak ich zielony kolor i brak dojrzałości okazał się w tym przypadku zaletą ,a nie wadą :) i dzięki temu stałam się szczęśliwą posiadaczką zielonych pomidorów na sałatkę :) :) :)
Taką sałatkę pamiętam ,że robiła moja Mama, ale to było bardzo dawno temu, a ja jakoś do tej pory nie miałam okazji aby ją zrobić.
Obdarowana więc pomidorami i przepisem na sałatkę prawie od razu przystąpiłam do jej robienia.
Jednak musiałam jeszcze coś niecoś do niej dokupić i przy okazji dokupiłam jeszcze zielonych pomidorów, bo jak szaleć to szaleć na całego :)
Gdy już miałam zacząć robić sałatkę okazało się,że gdzieś zawieruszyłam przepis ( a to do mnie niepodobne taki brak pamięci ).
Poczytałam więc inne przepisy w internecie, zadzwoniłam do Koleżanki o szybkie przypomnienie, bo w głowie coś tam świtało gdy go wcześniej czytałam i zabrałam się do pracy.
Sałatka wg. mojej "twórczości ludowej" wyszła całkiem dobra chociaż mogłaby być ciut łagodniejsza poprzez dodanie większej ilości cukru.
A przepis od Koleżanki znalazł się po zrobieniu sałatki - leżał pod lapkiem cichutko i czekał aż go opublikuję :)
I teraz mam dylemat , który przepis zamieścić, ale aby nie być gołosłownym zamieszczam przepis na to co  ja namieszałam :)

SKŁADNIKI:

  • 3 kg zielonych pomidorów
  • 1 kg czerwonej papryki
  • 0,5 kg cebuli 
  • 1 łyżka soli 
ZALEWA:
  • 6 szklanek wody
  • 2,5 szklanki octu 10 %
  • 1 szklanka cukru ( można dać więcej wtedy sałatka będzie łagodniejsza )
  • 1 łyżka soli
  • liście laurowe 
  • gorczyca biała 
  • ziele angielskie
  • pieprz czarny 
WYKONANIE :

Przygotować słoiki.
Pomidory poszatkować w plastry zaczynając od "dziubka" do ogonka.


 Cebulę pokroić w pół piórka i dodać do pomidorów.


Paprykę pokroić w małą kostkę i też dodać.


Wszystko posolić łyżką soli i odstawić na około dwie godziny aby warzywa puściły sok.


Następnie po tym czasie warzywa odcisnąć z nadmiaru soku.
Ugotować zalewę dodając do wody i octu, sól ,cukier, kilka ziaren angielskiego ziela, pół łyżeczki gorczycy i kilka liści laurowych.
Gorącą zalewą zalać warzywa i zostawić tak na około 15 minut.
Potem wszystko zagotować i po zagotowaniu gotować jeszcze ok. 5-7 minut aż warzywa zrobią się lekko szkliste, a pomidory z zielonych lekko żółtawe.
Nakładać gorącą sałatkę do słoików ,a na wierzch dodawać po jednym listku laurowym kilku ziarenkach gorczycy, jednym angielskim zielu i lekko popieprzyć.
Następnie pasteryzować słoiki przez ok. 15 minut.

Ps. z tej ilości składników wyszło mi 15 słoików o poj. 370 ml

SMACZNEGO :)






wtorek, 6 października 2015

Dżem dyniowo-winogronowy z nutą imbiru

Ostatnio "walczyłam" z moją wielką dynią przerabiając ją na dżemy i nie tylko :)
W wyniku tej potyczki powstał pyszny dżem z dodatkiem winogron i imbiru o lekko egzotycznej nucie.
Ja niestety ostatnio przyrządzając coś w kuchni biorę często miarkę "na oko".
Tak więc dzisiejszy przepis będzie raczej sygnalizujący co zawarłam w dżemie niż dokładne proporcje.
W sumie to dość dziwne,że tak "uciekam" od dokładnego ważenia składników gdyż niejako z racji zawodu powinnam dążyć do aptekarskiej dokładności niż do samowoli wagowej, ale widać nastąpił jakiś przesyt i bunt na pokładzie :)

SKŁADNIKI:
  • winogrona ( ja użyłam różowych) ok. 1,5 kg
  • dynia ok. 3- 4 kg
  • świeży imbir ok. 2 cm 
  • cukier ok. 1 kg
  • konfitureks  Gellwe 2 opakowania
WYKONANIE:

Winogrona umyć i obrać z kiści.
Obrane kulki winogrona umieścić w garnku z grubym dnem i gotować bez przykrycia przez około 30 minut.
Następnie powstałą papkę przetrzeć przez sitko aby pozbyć się nasion i skórek.
Dynię obrać ze skóry, pokroić w kostkę i gotować w drugim garnku do miękkości.
Gdy dynia jest już miękka ,ale nie rozpadła się całkowicie,można nadmiar soku, który się oddzielił od miąższu odlać aby dżem potem był gęściejszy.
Miąższ dyni zmiksować blenderem ,a następnie połączyć go z musem winogronowym.
Zetrzeć do tej masy około 2 cm. świeżego imbiru, dodać cukier ok. 1 kg i 2 konfitureksy.
Gotować ok. 5 minut od zagotowania. 
Przekładać gorący dżem do uprzednio przygotowanych słoików.
Słoiki odwracać do góry dnem i przykryć je np. ręcznikiem.

SMACZNEGO  :)








niedziela, 4 października 2015

Dynia ujarzmiona


Była sobie wielka jadalna dynia, która w obwodzie miała tylko 109 cm :)
A ,że jej celem życiowym było zaspokojenie przyjemności smakowych swojej ogrodniczki tak więc poddała się jej bez sprzeciwu i poległa bez walki.



W efekcie powstało 12 słoiczków dżemu dyniowo-jabłkowego z cytryną, 12 słoiczków dżemu winogronowo -dyniowego z imbirem i 5 słoików dyni z marchewką na zupę dyniową.





Zostały jeszcze pestki, ale te póki co nie zostały "zagospodarowane" :)

środa, 30 września 2015

Croquettes z lawendą



 Poszukując w internecie  przepisów z lawendą tym razem natknęłam się na francuskie specjały zwane Croquettes.
Są bardzo podobne do włoskich cantucci z tym ,że nie są aż tak twarde i również nadają się do dłuższego przechowywania jeżeli się to komuś uda :) :) :)
Poszukując jakiegoś idealnego przepisu widziałam ,że i w Algierii są one bardzo popularne i występują pod tą samą nazwą, ale w końcu to było kiedyś zamorskie terytorium francuskie.
Tak czy inaczej w tych przepisach była woda pomarańczowa,o której istnieniu się właśnie dowiedziałam , a której nie miałam więc jej aromat zastąpiłam skórką pomarańczową.
Zrobiłam jeszcze inną modyfikację więc raczej nie mogę mówić ,że te ciastka są oryginalnymi croquettes, ale sedno pozostało czyli oliwa z oliwek ,która właśnie nadaje większą miękkość tym ciastkom w porównaniu z cantucci.

SKŁADNIKI:
  • 400 g mąki tortowej 
  • 180 g cukru trzcinowego
  • 1/2 szklanki płatków owsianych 
  • 3 jajka + 1 do posmarowania
  • 70 ml oliwy z oliwek extra virgin
  • 1 łyżeczka suszonych kwiatów lawendy
  • 100 g migdałów
  • 100 g skórki pomarańczowej 
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia 
WYKONANIE:

Piekarnik rozgrzać do temp. ok 180 stopni.
Migdały włożyć do woreczka i tłuczkiem do mięsa trochę rozbić niezbyt się starając, a i tak ten proces przyspiesza zwykłe krojenie nożem.
Następnie wszystkie suche składniki włożyć do miski i wymieszać.
Jajka i oliwę wymieszać widelcem w osobnym naczyniu.
Połączyć ze suchymi składnikami i uformować dwa wałki, które następnie wyłożyć na blaszkę i posmarować rozbełtanym jajkiem. 
Piec w nagrzanym piekarniku na rumiano.
Następnie po upieczeniu lekko przestudzić i pokroić ostrym nożem na kromki.
Kromki ułożyć na blasze i opiekać jeszcze raz z każdej strony przez około 10 minut.
Przechowywać w szczelnie zamkniętej puszce.

SMACZNEGO :)






piątek, 25 września 2015

Ciasto z dynią i lawendą

Początek jesieni dyniami się mieni :) można by rzec, a skoro dynie już zebrałam czas na ciasto z dynią.





Ciasto jest bardzo puszyste i aromatyczne, a co najważniejsze bardzo łatwe w wykonaniu.

SKŁADNIKI :
  • 6 jajek
  • 1,5 szklanki cukru
  • 1,5 szklanki oleju słonecznikowego
  • 3 kopiaste szklanki mąki tortowej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej 
  • 2 szklanki startej na grubych oczkach dyni ( można ew. dać jabłko lub marchew)
  • 1 łyżeczka suszonej lawendy
  • 1/2 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 100 g skórki pomarańczowej
  • cukier puder lawendowy do oprószenia ciasta   
WYKONANIE:
Blachę wyłożyć papierem do pieczenia.
Piekarnik nagrzać do 180 stopni.
Zetrzeć świeżą dynię na grubych oczkach ewentualnie jabłka lub marchew jeżeli nie lubi się dyni.
Następnie jajka ubić z cukrem na puszystą masę. 
Powoli do tej masy dodawać olej i dalej ubijać.
Dodać dynię, skórkę pomarańczową , lawendę i wymieszać.
Mąkę połączyć z proszkiem do pieczenia i sodą i domieszać do ciasta.
Wymieszać dokładnie wszystkie składniki - można nadal mikserem.
Wyłożyć na blaszkę i piec w piekarniku nagrzanym do ok 180 stopni przez około 1 godzinę.

SMACZNEGO :)






czwartek, 17 września 2015

Cantucci z lawendą

Moja fascynacja lawendą trwa od kilku lat i wcale nie maleje.
Od czasu do czasu budzi się we mnie "detektyw", który poszukuje pomysłów na zastosowanie lawendy.
Jak na razie najczęściej moja lawenda "ląduje" w kuchni jako dodatek do różnych słodkości.
Dzisiaj "wpadła" do cantucci :)


A co to takiego te cantucci ?
Cantucci zwane też cantuccini lub biscotti di Prato, czyli biszkopty z Prato to rodzaj włoskich ciasteczek pochodzących z Toskanii.
Są specyficznymi ciastkami, gdyż tak naprawdę są twarde i przypominają raczej nasze sucharki, ale dzięki temu mogą być długo przechowywane  w szczelnie zamkniętej puszce.
Ta ich twardość bierze się stąd iż są podwójnie pieczone - raz w formie wałka, a potem jeszcze przypiekane z obu stron po pokrojeniu na kromki.
Włosi jedzą je maczając je w kawie lub słodkim winie ,ale jeśli ktoś lubi wyzwania zje je nawet bez zamaczania :)
Zdjęcia cantucci przemknęły mi kiedyś gdy przeglądałam kulinarne fotki i jakoś nie wzbudziły mojego większego zainteresowania aż do teraz.
Pomyślałam ,że te ciastka mogłyby być dobre z lawendą i wcale się nie pomyliłam.
Przeglądając przepisy innych i nie znajdując w nich lawendy "namieszałam" swój przepis- oczywiście z lawendą :)

SKŁADNIKI :

  • 350 g mąki tortowej
  • 100 g mąki żytniej
  • 220 g cukru trzcinowego
  • 4 jajka 
  • 150 g migdałów ( lub orzechów włoskich lub laskowych )
  • 100 g moreli suszonej 
  • 2 łyżeczki suszonej lawendy
  • kilka kropli olejku migdałowego
  • 8 g proszku do pieczenia
WYKONANIE :
Część migdałów i suszone morele pokroić na kawałki.
Odważone obie mąki wymieszać razem z proszkiem do pieczenia.
Mąki wyłożyć na stolnicę i zrobić w nich dołek , do którego wbić jajka, dodać lawendę,cukier oraz wszystkie migdały, morelę i olejek migdałowy.
Składniki zagnieść w kulę mocząc uprzednio ręce w wodzie co sprzyja efektywniejszemu zagniataniu.
Kulę podzielić na dwie części , z których uformować dwa lekko płaskie wałki.
Wałki przenieść na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia.
Piec w piekarniku w temp. ok 180 stopni przez ok. 30 minut. 
Następnie gdy widać ,że wałki się ładnie zarumieniły wyjąć je z piekarnika i pozwolić im lekko przestygnąć ok 7- 10 minut. 
Po tym czasie wałki ciąć ostrożnie na kromki grubości ok 1- 1.5 cm bardzo ostrym nożem.
Kłaść je z powrotem na blaszkę i przypiekać kolejne 10 minut z jedne strony , a następnie obrócić i przypiekać z drugiej. 
Gorące cantucci są dość miękkie ,ale po ostudzeniu nabierają twardości.
Przechowywać w szczelnie zamkniętej puszce.

SMACZNEGO :)